• Wpisów:41
  • Średnio co: 73 dni
  • Ostatni wpis:8 lata temu, 11:39
  • Licznik odwiedzin:33 606 / 3091 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
„Polska duma: toast wódką” – tak w połowie lat 60. David Halberstam, legenda amerykańskiego dziennikarstwa i zdobywca nagrody Pulitzera, zatytułował korespondencję dla „New York Timesa”. Była to wówczas jedna z niewielu informacji docierających do Amerykanów z komunistycznego, odgrodzonego od Zachodu żelazną kurtyną kraju. Nic dziwnego, że również dzisiaj, po upływie kilku dekad, wódka to jedno z najważniejszych skojarzeń związanych z Polską, obok Chopina czy Solidarności. Czy mamy szanse na wykreowanie polskiej marki globalnej z innej kategorii niż alkohole? A może sukcesem jest fakt, że jesteśmy miejscem, gdzie inwestują zagraniczni giganci? O tym dyskutowano w Krakowie podczas II Forum Polskiego Produktu.

Na razie nie doczekaliśmy się znanej na świecie marki z innej kategorii produktowej niż ta, do której należy Wyborowa czy Żubrówka. Brandu, który stałby się takim symbolem sukcesów polskiej gospodarki w ostatnich latach, jakim dla Finów jest Nokia.

Właśnie producent telefonów komórkowych, tworzący jedynie ok. 3,5% fińskiego PKB i zatrudniający mniej niż 1% ogółu tamtejszych pracowników, jest powodem do dumy. Unaocznia bowiem jedną z najbardziej błyskotliwych transformacji ostatnich lat: od kraju eksportującego niemal wyłącznie na rynek Związku Radzieckiego, później, na początku lat 90. kraju przeżywającego ostry kryzys gospodarczy, do nowoczesnej gospodarki opartej na wiedzy.

Produkt czy marka?

Jednym z centrów krajowej debaty o roli polskich marek i produktów było ostatnio II Forum Polskiego Produktu. Złożoność i wielowymiarowość zjawiska ukazał już początek konferencji, wraz z pytaniem prowadzącego, Romana Młodkowskiego z TVN CNBC Biznes, o definicję tzw. polskiego produktu.

– Czy chodzi o to, by kupować polskie marki, czy produkty wytworzone w naszym kraju, ale sygnowane marką zagranicznego inwestora? Czy za polski produkt można uznać skórzane torby polskiej marki Wittchen, produkowane za granicą, czy telewizory koreańskiego Samsunga, montowane nad Wisłą, a następnie wysyłane na większość europejskich rynków? – pytał.

Według kryteriów przyjętych przez organizatora spotkania, fundację Dajesz Pracę.PL, za produkt polski uznawany jest ten, którego minimum 51% wartości wytworzono nad Wisłą. Mimo to większość zgromadzonych ekspertów za kluczowe uznawała pochodzenie marki oraz to, gdzie znajduje się mózg firmy: miejsce, z którego pochodzi kadra zarządzająca i w którym powstają strategie marketingowe oraz innowacje tworzone przez koncern.

Potrzeba czasu

Czy dysponujemy markami, które mają potencjał, aby w ciągu kolejnych lat stać się brandami narodowymi, rozpoznawalnymi na całym świecie? Na to pytanie odpowiedzieli konsumenci w badaniu zrealizowanym przez TNS OBOP na potrzeby tegorocznej konferencji.

Pod uwagę wzięto dwa wskaźniki: reputację (uznanie brandu za godny polecenia za granicą) oraz siłę marki, czyli poziom wydatków reklamowych. W niemal każdej kategorii produktowej widać przepaść między wydatkami reklamowymi rodzimych marek i ich konkurentów o zagranicznym rodowodzie (najmniejsze w kategorii napojów i branży budowlanej).

W pierwszej ze wspomnianych kategorii produktowych, najczęściej wymienianej przez respondentów, w czołówce znalazły się marki: Hortex (48%), Tymbark (44%), Kubuś i Cisowianka (po 35%).

Najbardziej godnymi polecenia polskimi markami produktów gospodarstwa domowego zostały natomiast: Zelmer (46%), Amica (43%) i Ludwik (41%). W branży budowlanej niekwestionowane pierwsze miejsce zajął Atlas, kolejne były Śnieżka (40%), Cersanit (20%) i Gerda (20%).

Liderem kategorii produktów spożywczych została Bakoma (39%), marek mebli i wyposażenia domu – Opoczno (42%), polskich kosmetyków –Dr Irena Eris i Ziaja (po 30%), odzieży – Vistula & Wólczanka (34%), kategorię innych branż otwiera natomiast Orlen (38%).

Pobieżny rzut oka na najczęściej rekomendowane marki pokazuje, jak ważną (i niedocenianą) rolę w wypromowaniu marki globalnej odgrywa czas. W skali globalnej tylko około 10% najmocniejszych brandów świata powstało po 1980 roku.

Wśród polskich marek relatywnie długo istnieją: Dr Irena Eris powstała w roku 1983, Atlas – w 1991, nie mówiąc o powstałych w PRL: Vistuli (funkcjonującej od 1948 roku jako Krakowskie Zakłady Przemysłu Odzieżowego) czy Zelmerze, którego korzenie sięgają dwudziestolecia międzywojennego. Przykład tego ostatniego, od kilku lat dokonującego intensywnej ekspansji na rynki ościenne, jest szczególnie wymowny.

Jak wyglądałaby pozycja wspomnianych polskich firm, gdyby w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat mogły działać w warunkach ostrej konkurencji, charakterystycznej dla gospodarki rynkowej? Gdyby od dawna funkcjonowały w realiach, które zmuszają do bycia nie tylko producentami, ale i nowoczesnymi właścicielami marek? To wbrew pozorom duża różnica, bowiem ci drudzy na skutek działania w konkurencyjnym otoczeniu inwestują przede wszystkim w innowacje i marketing.

Być może któraś z nich miałaby równie silną pozycję globalną jak Zara. Ta chluba Hiszpanów, kojarzona z sukcesem ostatnich lat, w rzeczywistości istnieje od ponad trzech dekad. Jeszcze więcej czasu na wypracowanie pozycji miały duńskie brandy Carlsberg i Lego, włoski Fiat, nie mówiąc już o licznych markach niemieckich (Mercedes, Audi) czy francuskich (Renault, Chanel). Wszystkie istnieją od kilku pokoleń.

Konkurencja boli i rozwija

Czy mamy szanse na powtórzenie takich sukcesów? Agata Mężyńska z Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych w swoim wystąpieniu zwróciła uwagę, że w kształtowaniu i umacnianiu polskich marek pomaga, paradoksalnie – konkurencja zagranicznych inwestorów.

Ich roli nie można ograniczać do wyprowadzania zysków za granicę. Nie tylko tworzą oni miejsca pracy, ale i dokapitalizowują polskie marki, dzięki czemu te mogą się rozwijać i wchodzić na rynki zagraniczne.

Pijący Wyborową Amerykanie, którzy kojarzą ją z Polską, nie zdają sobie sprawy, że marka znajduje się w rękach francuskiego koncernu Pernod Ricard. Dzięki kapitałowi i wiedzy marketingowej inwestora brand jest obecny na czterech kontynentach. Konkurencja sprzyja rozwojowi, szczególnie we wczesnych etapach transformacji, zaszczepiając nową kulturę organizacyjną czy sposoby finansowania.

Proces ten, choć bolesny w krótkim okresie, w dłuższej perspektywie zmusza do wypracowania własnych rozwiązań. Klasycznym przykładem może być sytuacja polskiego handlu w latach 90., kiedy to wieszczono mu upadek w związku z wejściem na rynek zagranicznych hipermarketów. Dzisiaj, pomimo dużo mniejszych nakładów kapitałowych, to on właśnie ma większe udziały w rynku.

II Forum Polskiego Produktu, Kraków, 26 kwietnia 2010 r.
 

 
Marka soków Pysio (Agros Nova) uruchomiła nowy serwis dla dzieci i ich rodziców www.pysio.pl.

Po wcześniejszych podróżach do najodleglejszych zakątków kuli ziemskiej, tym razem Pysio dzięki swojemu tajemniczemu wehikułowi czasu zabiera dzieci do starożytnego Egiptu. Nowa strona Pysia odkrywa przed młodymi konsumentami tajemnice starożytnego imperium faraonów. To druga podróż Pysia w przeszłość. Celem poprzedniej był wymarły, prehistoryczny świat dinozaurów.

Nowy serwis Pysia to również dział przygotowany specjalnie dla rodziców, gdzie można uzyskać informacje o produktach, a także o tym, jak dbać o bezpieczeństwo dzieci w sieci. Opiekunowie, korzystając z zakładki “Dla rodziców”, mogą uzyskać wszystkie podstawowe informacje i porady dotyczące zachowań dziecka w środowisku internetowym. Dowiedzą się np. na co zwracać uwagę, gdy pociecha zasiada przed monitorem, a także poznają metody kontrolowania wizyt swojego dziecka w sieci. Pysio przedstawia również bezpieczne strony oraz pokazuje, jak korzystać z filtrów rodzinnych. Nowością jest możliwość sprawdzenia, co dziecko robi na stronach Pysia i jak dużo czasu tam spędza. Profil rodzica umożliwia nie tylko sprawdzenie, kiedy i w których grach dziecko brało udział, lecz także jakie osiągało wyniki.

Uzupełnieniem działań będzie otwarta platforma do komunikacji z rodzicami w Facebooku.

Nowy serwis Pysia przygotowała agencja interaktywna Kamikaze.
 

 
Z początkiem maja br. na stronie Życie na 100% w serwisie społecznościowym Facebook rozpoczął się konkurs dla użytkowników portalu PZU - Zyciena100procent. Konkurs jest częścią kampanii zachęcającej Polaków do odpowiedzialnego myślenia o swojej przyszłości.

Konkurs w Facebooku polega na zaznaczaniu przez internautów na specjalnie przygotowanej mapie miejsc, w których znajdują się obecnie, w których chcieliby się znaleźć za 10 lat i na emeryturze. Później internauci muszą uzasadnić wybór. Na autorów najlepszych opisów co tydzień czekają nagrody – vouchery na wybrane przez laureatów atrakcje, np.: skok spadochronowy, jazda harleyem, lot szybowcem, kolacja dla dwojga lub wizyta w spa. Konkurs jest przeznaczony dla osób, które lubią stronę Życie na 100% (dawniej fanów strony). Konkurs w Facebooku potrwa do końca maja i będzie się składał z czterech trwających siedem dni tur. W połowie maja działania te będą wspierane pięciodniową kampanią reklamową w portalu.

Aktywność w Facebooku nie jest jedynym działaniem w sieci realizowanym w ramach kampanii Życie na 100%. Równocześnie prowadzone są działania w serwisie poświęconym kampanii. Na stronie Zyciena100procent.pl internauci mogą znaleźć stale aktualizowane materiały edukacyjne, prowadzące krok po kroku przez świat finansów (w tym wideoporady ekspertów czy artykuły nt. świata finansów i oszczędzania). Serwis zawiera również sondy, kalkulatory, a także ciekawostki socjologiczne tworzone na podstawie wyników badań i sondy. Dodatkowo, odwiedzający stronę co tydzień mogą dowiedzieć się czegoś nowego o życiu na 100 proc. Martyny Wojciechowskiej lub Anny Marii Jopek i Marcina Kydryńskiego. Gwiazdy wspierające kampanię specjalnie dla Życia na 100% mówią o tym, jak planują swoją przyszłość, finanse, jak spełniają swoje marzenia, prezentują swój przepis na życie na 100 proc.

Strona kampanii edukacyjnej PZU pod hasłem „Życie na 100%” w portalu Facebook ma już blisko 2 tys. fanów.
 

 
hmmm... zimno... A może by tak się rozgrzać? Proponujemy trochę seksownych reklam:




 

 
Koszmarna, niesmaczna, nieetyczna, ale też błyskotliwa i odważna – tak różne epitety pojawiają się w komentarzach do nowej reklamy Nike. Dlaczego? Bo wystąpił w niej Tiger Woods – upadły idol Ameryki. Każdy ma prawo do powrotu, każdy ma prawo do rehabilitacji. Byle nie za szybko.
30 sekund czarno-białego filmu z Tigerem podzieliło amerykańską opinię publiczną. Sam golfista nie mówi w spocie ani słowa, co zresztą czyni reklamę jeszcze bardziej kontrowersyjną. Ale od początku.

Wydawało się, że Tiger Woods był dla Nike inwestycją bez ryzyka. Był przystojny, piekielnie utalentowany, ale i pracowity. Nie uprawiał niebezpiecznego sportu, w którym mógłby nagle złamać nogę lub brutalnie sfaulować rywala i stracić sympatię kibiców. Wpadki dopingowe w golfie też zdarzają się raczej rzadko.

W odróżnieniu od wielu wybitnych sportowców, którzy nie umieją odnaleźć się poza sportową areną, Woods wiódł życie przykładnego męża i ojca. Nie demolował pubów, nie wdawał się w bijatyki na dyskotekach i nie rozbijał się motocyklem. W pewnym sensie przewidywalny, ale nie nudny, najlepszy golfista świata został ikoną Ameryki – i to przed trzydziestką.

Marka Nike postawiła na Tigera już w roku jego sportowego debiutu w dorosłym golfie. W 1996 roku Woods podpisał z firmą kontrakt wart 40 milionów dolarów. Przedłużenie tego związku cztery lata później kosztowało Nike już 105 milionów. Woods stał się twarzą dynamicznie rozwijającej się przez ostatnią dekadę submarki Nike Golf.

Z jego pomocą zmieniono też wizerunek samego golfa, który ze snobistycznej gry dla elit stał się masową rozrywką Amerykanów, również czarnoskórych. Dziesięć lat temu Woods został najlepiej zarabiającym sportowcem świata i pozycji tej nie oddał aż do dziś.

Nieszczęśliwe zdarzenie poruszyło jednak lawinę, której nikt się nie spodziewał. W listopadzie 2009 roku Tiger uderzył samochodem w hydrant i drzewo tuż przed swoją posesją. Do wypadku miało dojść pod wpływem emocji po kłótni z żoną.

Szybko okazało się, że Woods od lat regularnie zdradzał żonę, liczba odkrytych przez media kochanek dobiła do 14. Gwiazdor zachowywał się przy tym wyjątkowo arogancko i, powiedzielibyśmy, nierozsądnie, niespecjalnie starając się zacierać za sobą ślady. Setki SMS-ów Tigera upublicznionych przez byłą gwiazdkę porno Joslyn James dopełniły żenującego upadku herosa.

Kiedy stało się jasne, że fali kolejnych rewelacji nie da się już zatrzymać, Woods i jego otoczenie zmienili front, usiłując sprowadzić seksaferę do prywatnej sprawy sportowca. Niestety, problemy osobiste najlepiej zarabiającego sportowca świata są też bardzo konkretnymi problemami biznesowymi jego sponsorów. Mało tego – straty poniesione przez firmy związane z podupadłą gwiazdą mogą być znacznie większe od tych poniesionych przez nią samą.

Jeszcze w grudniu 2009 roku straty udziałowców firm związanych z Woodsem wyceniano w sumie na 5 do 12 miliardów dolarów (według szacunków Christophera R. Knittela i Victora Stango, profesorów ekonomii w University of California). Ze związków z nim wycofały się firmy Accenture oraz AT&T; marka Gillette wprawdzie je utrzymała, ale zawiesiła emisję reklam z Tigerem.

Tiger Woods publicznie przyznał się do wielokrotnej zdrady, przeprosił wszystkich (wspominając również o sponsorach) za swoje postępowanie i nadużyte zaufanie oraz poddał się kuracji dla seksoholików. Oczywiście nie uratowało to jego reputacji, która została doszczętnie zdruzgotana, czego dowodziły kolejne badania opinii.

11 grudnia 2009 roku Woods oświadczył, że odchodzi ze sportu w celu uporządkowania życia prywatnego. Postawiło to pod znakiem zapytania nie tylko dalszą lojalność firm wobec przeżywającego potężny kryzys golfisty, ale w ogóle sens wspierania sportowca, który wycofuje się z życia publicznego na nieokreślony czas. Nike została z Woodsem na dobre i na złe. Albo – jak kto woli – spróbowała uratować resztki wartości marki Tiger Woods, w którą zainwestowała tak wiele.

Czy scenariusz wielkiego powrotu skruszonego idola do sportu (i wypełniania reklamowych zobowiązań wobec Nike) był rozpisany co do dnia już w momencie ogłaszania przerwy w karierze? Tego oczywiście nie wiemy. Zazwyczaj im bardziej nieodwołalne rozstanie, tym bardziej spektakularny powrót (vide Michael Jordan). Woods zdołał wytrzymać bez rywalizacji niespełna pięć miesięcy i wrócił do zawodowego golfa. Dla wielu – za wcześnie.

Reklamę Nike, autorstwa Wieden & Kennedy, wyemitowano tuż przed występem Woodsa na turnieju Masters 8 kwietnia br. Jej tytuł to „Earl & Tiger”.



Sam udział w reklamie stawia Tigera Woodsa w niewygodnej sytuacji – jeżeli ktoś uzna, że taki krok z jego strony to bezczelność, to jakość i treść reklamy są właściwie bez znaczenia. Na domiar złego w reklamie wykorzystano archiwalne wypowiedzi Earla Woodsa, ojca, pierwszego trenera i długoletniego mentora Tigera – zmarłego w 2006 roku.

Przeciwnicy reklamy określili ten zabieg jako co najmniej niestosowny. „Tiger, nauczyłeś się czegoś?” – pyta z offu ojciec golfisty. Woods nie odzywa się, nie robi nic poza wpatrywaniem się w kamerę zmęczonymi oczyma, z miną skruszonego dziecka słucha ojcowskich pytań.

Ta reklama to nie rehabilitacja, nie przeprosiny ani nawet nie ojcowska połajanka (choć do tego najbliżej). Nie jest arogancka, niewiele w niej zresztą z typowej reklamy (o funkcji filmu przypomina tylko firmowy swoosh Nike). Zażyłość Tigera z ojcem była wręcz legendarna. Znające Woodsa osoby twierdzą, że trudno wyobrazić sobie coś, co byłoby dla niego bardziej osobiste, intymne i szczere niż nawiązanie do tej właśnie relacji.

Nie wszyscy podzielają tę opinię. Rozkład stanowisk pochlebnych i krytycznych jest zresztą bardzo ciekawy. Internauci wypowiadający się w komentarzach (oraz respondenci, m.in. w badaniu Ace Metrix) mają o niej zdanie w większości negatywne. Zwracają ironicznie uwagę, że powinno tu raczej znaleźć się nawiązanie do znanej reklamy Nike z lat 90. „I am not a role model”, z udziałem koszykarza Charlesa Barkleya.Branża reklamowa ocenia ruch firmy raczej pozytywnie, choć z pewną rezerwą. Najlepiej stosunek marketerów do reklamy oddają słowa dyrektora kreatywnego Euro RSCG z Chicago, Steffana Postaera, który powiedział serwisowi Advertising Age: „Nie jestem pewien, czy ta reklama mi się podoba, czy nie. Ale z pewnością chciałbym być jej autorem”.

W ankiecie AdAge tylko 38% głosujących stwierdziło, że reklama przyniesie marce Nike jakieś korzyści. Według statystyk serwisu Viral Video Chart spot z Tigerem nie zdobył wprawdzie Internetu, ale jest czwartą najchętniej oglądaną reklamą w ciągu ostatnich 30 dni.

Turnieju Masters Tiger Woods również nie wygrał – zajął przyzwoite, dające nadzieje na przyszłość czwarte miejsce.

  • awatar gorzka żołądkowa: "reklama" bazuje na niskim instynkcie i jego prostackiej twarzy. poza tym dostał grube tysiące/miliony za to, że po prostu stanął i się nie ruszał. nie lubiłam i nie ceniłam go nigdy. i nie chodzi nawet o wszystkie seks skandale. chodzi o potworną, przerażającą, amerykańską butę bijącą od tego typa. co innego jest być siebie pewnym. co innego jest być przekonanym, że jest się spełnieniem snów, półbogiem i nadczłowiekiem.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Czy Tobie również rodzice mówili w dzieciństwie, że nie jest ładnie się przechwalać? Bądź skromnym, trzymaj głowę zawsze nisko zwieszoną i rób to, co do Ciebie należy...

Cóż, skromność jest cnotą w życiu prywatnym. Nikt też nie chce zostać posądzonym o narcyzm, jednak w moim przekonaniu nie ma miejsca na skromność w życiu biznesowym.

Rozsądnym jest, aby dowiedzieć się czegoś więcej o firmie, której planujesz przekazać swoje pieniądze, nieprawdaż?

Jaka informacja dotycząca interesującej Cię firmy i jej działalności może być wartościowsza, niż prace które do tej pory wykonałeś?

Tak więc i my zaczynamy się chwalić :}}
 

 
„Wysokie Obcasy Extra” - pod takim tytułem 26 kwietnia br. ukaże się w samodzielnej sprzedaży specjalne wydanie sobotniego dodatku „Gazety Wyborczej”.


W magazynie czytelnicy znajdą m.in. rozmowy z Anną Muchą, Jerzym Pilchem i Agnieszką Graff, portret wiceprezes Google’a, specjalną sesję mody z Mają Włoszczowską oraz teksty o psychologii.

Magazyn „Wysokie Obcasy Extra” jest skierowany do osób wykształconych, aktywnych, ciekawych świata, zainteresowanych kulturą, psychologią, polityką, ale także otwartych na niebanalne propozycje modowe i kulinarne.

Magazyn ukaże się w nakładzie 100 tys. egz., na papierze i w formacie magazynowym (218x285 mm, lakierowana okładka). Będzie dostępny w samodzielnej sprzedaży w cenie 6,99 zł.

„Wysokie Obcasy Extra” zostały przygotowane przed zespół redakcyjny sobotniego dodatku pod kierownictwem redaktor naczelnej Ewy Wieczorek. Szatę graficzną tytułu opracował zespół grafików „Gazety Wyborczej” pod okiem Macieja Kałkusa i Edwarda Jewdokimowa, za fotoedycję odpowiadał Jerzy Nogal.

Wydanie „Wysokich Obcasów Extra” promowane będzie w stacjach telewizyjnych (TVP, TVN oraz kanały tematyczne), w internecie (Gazeta.pl i Google) oraz autopromocyjnie w „Gazecie Wyborczej” i jej dodatkach. Kreację kampanii przygotowała agencja JIS Advertising, za zakup mediów odpowiadał Starlink.
 

 
Jak inaczej zareklamować antyperspirant? Unilever podszedł do tematu od drugiej strony... Pamiętacie słynne demotywatory z kartkami w autobusie pt.: "koleżanko w czarnym płaszczu..."? To wysnuwa pewne domysły, jako by Demotywatory.pl były przekupne... Ale i daje świadectwo pozycji portalu w spólecznej świadomości.. Poniżej link do strony " jak jej powiedzieć?". Ciekawe, o jaki dezodorant chodzi...
 

 
Prawdziwy oldskul dla patriotów: pierwsze polskie reklamy!!! Zapraszamy do umieszczania waszych ulubionych, bądź najśmieszniejszych waszym zdaniem, spotów reklamowych !!!
 

 
Czy i na jakich zasadach portal społecznościowy może wykorzystywać w celach reklamowych wizerunek lub dane swoich użytkowników? Takie pytanie należy zadać w kontekście wyroku wrocławskiego sądu, który nakazał Naszej Klasie zapłacić 5 tys. zł kary za bezprawne wykorzystanie zdjęcia jej użytkownika w reklamie jednego z banków.

Zgodnie z przepisami, wizerunek człowieka stanowi jego dobro osobiste i podlega ochronie prawnej. Oznacza to, że co do zasady rozpowszechnianie wizerunku, podobnie jak wykorzystanie innych danych, wymaga zgody uprawnionego.

Portale społecznościowe bardzo często wykorzystują tzw. reklamę spersonalizowaną, która polega na emitowaniu komunikatów zawierających imię, nazwisko czy zdjęcie użytkownika portalu. Należy podkreślić, że proces ten jest w pełni zautomatyzowany i nie wiąże się z przekazywaniem danych użytkowników reklamodawcom czy agencjom reklamowym.

Najważniejsze jest jednak to, że reklamę spersonalizowaną widzi wyłącznie użytkownik, którego wizerunek został wykorzystany lub grupa użytkowników, którzy należą do tzw. grupy znajomych na jednym portalu społecznościowym. W żadnym wypadku wizerunek nie opuszcza więc strefy portalu i dostępny jest jedynie w zamkniętym kręgu osób, które deklarują istnienie pomiędzy sobą związku znajomości.

Wobec powyższego istotnym jest, że w doktrynie prawa i orzecznictwie sądowym panuje pogląd, zgodnie z którym przez „rozpowszechnianie” wizerunku rozumieć należy jego publiczne udostępnianie. Tymczasem w przypadku reklamy spersonalizowanej stosowanej przez portale społecznościowe wizerunek użytkownika wykorzystywany jest w przekazie kierowanym bezpośrednio do niego lub jedynie w kręgu jego znajomych.

W konsekwencji nie może być tu mowy o upublicznieniu wizerunku. Stawianie portalom zarzutu naruszenia dóbr osobistych poprzez bezprawne rozpowszechnianie wizerunku jest zatem wątpliwe i nie znajduje przekonujących podstaw prawnych.

W kontekście popularyzacji reklamy spersonalizowanej warto też zastanowić się nad tym, czy wykorzystanie wizerunku lub danych użytkowników serwisu społecznościowego zgodne jest z jego regulaminem. Regulamin jest bowiem podstawowym dokumentem, który określa uprawnienia administratora serwisu w stosunku do jego użytkownika i powinien zawierać precyzyjne informacje o sposobie wykorzystania treści zamieszczonych w portalu.

Podkreślić należy, że wykorzystanie reklamy spersonalizowananej w serwisach, które wymagają logowania, w tym w portalach społecznościowych – nie jest działaniem nielegalnym. Obowiązujące przepisy dopuszczają używanie przez administratora serwisu wizerunków i danych jego użytkowników także dla celów reklamowych. W kontekście reklamy spersonalizowanej prowadzonej w zgodzie z postanowieniami regulaminu danego serwisu trudno jest mówić o naruszeniu dóbr osobistych jego użytkowników.

Reklama spersonalizowana, tak w formie adresowanej wyłącznie do danego użytkownika portalu, jak i do szerszego kręgu jego znajomych, wydaje się więc atrakcyjnym i bezpiecznym sposobem zarabiania przez portale społecznościowe. Co więcej, w świetle obowiązujących przepisów portale mogą w takiej reklamie wykorzystać wizerunek jednego lub kilku zarejestrowanych użytkowników, pod warunkiem że wizerunek ten rozpowszechniany będzie jedynie w gronie znajomych zarejestrowanych w portalu.

źródło:http://www.marketing-news.pl
 

 
Z najnowszych badań wynika, że serwisy społecznościowe na całym świecie skupiają blisko 940 milionów ludzi. Wielu z nich czas w Internecie poświęca na wysyłanie wiadomości czy dodawanie zdjęć do swoich profili właśnie w tego rodzaju portalach. Coraz więcej internautów wykorzystuje jednak serwisy społecznościowe do zdobywania informacji o nowych produktach i usługach. Wśród 1/3 użytkowników Sieci największym zaufaniem, obok opinii innych internautów, cieszą się brandy piszące „same o sobie”. Dzięki temu marki, które prowadzą kampanie w serwisach społecznościowych, ustępują popularnością jedynie zespołom muzycznym i znanym osobom.

Nie od dziś wiadomo, że użytkownik Internetu przestał już być biernym odbiorcą treści reklamowych. Współczesny konsument, tzw. prosument, charakteryzuje się aktywnością on-line oraz zwiększoną świadomością w zakresie dostępnych usług i produktów.

W odpowiedzi na pytanie o najbardziej wiarygodne źródło informacji na temat marek w serwisach społecznościowych – internauci najczęściej wymieniają innych użytkowników Sieci (38%). Widać jednak, że to piszące same o sobie marki coraz bardziej umacniają swoje pozycje w rankingu.

Z wynikiem 32% poparcia brandy zyskują sporą przewagę nad dziennikarzami (7%) i marketerami (3%). Najmniej godne zaufania w opinii użytkowników serwisów społecznościowych pozostają inne marki (1%), konkurencyjne wobec tych już wybranych, ulubionych.

– Zależność ta podyktowana jest coraz szybszym przepływem ogromnej ilości informacji, który powoduje, że przeciętnego konsumenta stawia się coraz częściej przed koniecznością filtrowania serwowanych mu komunikatów. Chcąc zaoszczędzić czas poświęcony na poszukiwanie wiarygodnych informacji na temat marki, konsument będzie kierował się do źródła, które na bieżąco publikuje dane o trendach, nowościach i promocjach czy innych informacjach związanych stricte z produktem czy branżą – mówi Joanna Nieminuszczy, dyrektor sprzedaży w Grupie Społeczności.pl.

Z raportu InSites Consulting wynika również, że zdania użytkowników serwisów społecznościowych są podzielone w zależności od zamieszkiwanej przez nich części świata.

Podczas gdy respondenci z Europy cenią w większym stopniu informacje zdobyte od innych użytkowników, w Azji i Ameryce Południowej za bardziej wiarygodne źródło informacji o produktach i usługach uważany jest właśnie piszący na własny temat brand. Jednocześnie różnica procentowa pomiędzy liderami we wspomnianym rankingu nie jest duża, może zatem dochodzić do zmian na pozycjach.

Profile marek w serwisach społecznościowych nie mogą wprawdzie liczyć na tak duże zainteresowanie jak profile grup muzycznych (44%) czy znanych osób (40%), pozostają jednak w czołówce, przyciągając 35% użytkowników.

Postrzeganie piszących o sobie marek jako interesującego i wiarygodnego źródła informacji możliwe jest dzięki zmianom standardów komunikacji pomiędzy brandem a internautą. Zamiast monologu reklamowego pojawia się dialog, w którym obydwa podmioty łączą relacje w większym stopniu partnerskie niż konsumenckie.

Konsument może czerpać informacje na bieżąco, bezpośrednio z profilu marki, co jest dla niego z pewnością atrakcyjniejsze niż bierny odbiór tradycyjnego komunikatu marketingowego. Marki z kolei zyskują doskonałą możliwość budowania swojego wizerunku, zwłaszcza jeśli mają do dyspozycji ciekawe dodatkowe narzędzia kreowania przekazu w serwisach społecznościowych.

Z podsumowania raportu wynika, że ponad 58% respondentów będących użytkownikami serwisów społecznościowych zostało fanami brandu, idola itp., a aż 79% należy do jednej z grup założonych w serwisie.